< wróć

Adrian i Amber

2026-10-27

Amber jest dla mnie kimś więcej

Pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. W przypadku Amber to prawda, ale nie oddaje całej naszej relacji. Jest moją przyjaciółką, a zarazem psem asystującym, którego obecność pomaga mi funkcjonować. Kiedy nie mogę przewidzieć, jak zachowa się moje ciało, jej sygnał daje mi chwilę na reakcję. Dzięki Amber czuję się pewniej i spokojniej, a jej obecność zapewnia mi bezpieczeństwo. Nie tylko jest przy mnie. W ważnych momentach pomaga mi odzyskać poczucie wpływu i dalej działać.

Jasna labradorka Amber leży na plecach na drewnianej podłodze, trzymając w pysku niebieską zabawkę z wypustkami. Obok widoczna jest dłoń osoby uczestniczącej w zabawie, a w tle znajduje się miska dla psa. Zdjęcie przedstawia Amber podczas swobodnej zabawy w domu, pokazując jej codzienność poza obowiązkami psa asystującego oraz znaczenie odpoczynku, aktywności i kontaktu z opiekunem.

Zdarza się, że słyszę wyrazy współczucia wobec Amber, ponieważ jest w pracy i żyje w dyscyplinie. Odbieram je jako wyraz niezrozumienia tego, jak życie psa asystującego różni się od życia zwykłego psa towarzyszącego. Przypomina mi to historię Gucciego, yorkshire terriera miniaturowego. Na jego rzeźbie w Sopocie znajduje się tablica z napisem: „Nasze psy spędzają z nami tak krótkie życie, a większość z nich spędzają czekając, aż wrócimy do domu każdego dnia”. Te słowa mogą opisywać doświadczenie wielu psów, ale nie oddają życia Amber. Na pewno nie jej życia, bo jest ze mną niemal bez przerw. Przez wszystkie lata, które Amber spędziła ze mną, była sama i czekała na mnie krócej, niż przeciętny pies czeka w ciągu jednego tygodnia. Pokazuje to jedną z korzyści bycia psem asystującym, Amber niemal cały czas jest ze swoim człowiekiem i doświadcza nowych rzeczy, które wzbogacają jej życie.

To nie znaczy, że bez przerwy pracuje. Ma czas na odpoczynek, zabawę, węszenie i psie przyjemności, a jej dobre życie nie kończy się na wykonywaniu zadań.

Amber uwielbia doświadczać nowych rzeczy: poznawać nowe miejsca i sytuacje oraz uczyć się. Cieszą ją zadania. Często brakuje mi już pomysłów na to, czego jeszcze mogę ją nauczyć, aby sprawić jej radość. Obecnie zna ponad 70 komend użytkowych, nie sztuczek. Na przykład przynosi mi kocyk, gdy mam ciarki, a także butelkę wody, telefon albo urządzenie, którym sprawdzam parametry fizjologiczne, kiedy jest mi słabo. Do wykonania większości zadań wystarczy gest, spojrzenie albo dobrze znana sytuacja. Potem widzę w jej oczach i ruchach ogona radość oraz podekscytowanie. Mam wrażenie, że wie, iż zaraz otrzyma dobre słowo lub małą przekąskę. Dobrze się rozumiemy, bo za komendami stoją wspólna praca, codzienna bliskość i uważność na siebie nawzajem.

Jasna labradorka Amber, ubrana w czarne szelki z oznaczeniem psa asystującego, leży na nogach swojego opiekuna w pomieszczeniu przypominającym szpitalny korytarz. W tle widoczne są metalowe drzwi, oznaczenia bezpieczeństwa oraz stojący mężczyzna. Zdjęcie przedstawia obecność psa asystującego w placówce medycznej i jego bliski kontakt z opiekunem podczas oczekiwania, podkreślając rolę Amber w codziennym wsparciu osoby z niepełnosprawnością.

Często słyszę od ludzi, że są pod wrażeniem tego, jak Amber wpatruje się we mnie jak w obrazek albo jak razem potakujemy do siebie utrzymując kontakt wzrokowy. Wiem, że kontakt jest ważny, nie tylko głaskanie. Amber sama domaga się masażu brzucha i przytulenia. Wspina się wtedy na moje kolana albo, kiedy leżę, przyciska kufę do mojej twarzy, jakby chciała dostać buziaka w policzek. Odbieram to jako szczególnie czuły gest.

Staram się, by Amber miała czas na odpoczynek, poznawanie otoczenia i zwykłą zabawę. Lubi nowości i pluszaki, a po pracy chętnie się wtula i domaga głaskania po brzuchu.

Czuję dumę, że Amber towarzyszyła mi podczas pisania doktoratu, w trudnym dla mnie okresie. Jej działania zostały docenione. Moja promotorka uhonorowała ją medalem z dedykacją: „Podziękowanie dla Amber, wyjątkowej asystentki doktora nauk psychologicznych Adriana Kabata”. Było to dla mnie wzruszające. W tej dedykacji jest coś więcej niż podziękowanie za konkretne zadania. Jest w niej uznanie dla obecności Amber i dla tego, jak ważna jest w moim życiu.

Jasna labradorka Amber siedzi w czarnych szelkach psa asystującego obok trzech osób ubranych w stroje akademickie, trzymających czerwone róże. Mężczyzna stojący pośrodku ma w dłoniach tubę na dyplom oraz niewielkie etui. W tle widoczne są oznaczenia Uniwersytetu Gdańskiego, a po prawej stronie fragment wózka. Fotografia dokumentuje udział Amber w uroczystości akademickiej, podczas której towarzyszy swojemu opiekunowi, pokazując znaczenie dostępności wydarzeń uniwersyteckich dla osób korzystających z pomocy psów asystujących.

Drugą stroną medalu bywają trudne reakcje ludzi na obecność Amber. Zwykle na jedno przykre doświadczenie przypada trzydzieści pozytywnych. Mimo tej przewagi przykre sytuacje potrafią zmienić dynamikę dnia. Czasem spotykam się z brakiem wiedzy, czasem z obawą przed wzięciem odpowiedzialności za wpuszczenie psa, a czasem z brakiem rozróżnienia między zwykłym psem a psem asystującym. Zdarza się, że słyszę, iż Amber nie powinna tu być, że jej obecność budzi w kimś odrazę albo że zostałbym potraktowany jak każdy inny członek towarzystwa, gdybym zdecydował się przyjść bez niej. W moim odbiorze takie słowa bywają sposobem na uniknięcie odpowiedzialności za wpuszczenie psa, wyrazem osobistych preferencji albo przeniesieniem na mnie odpowiedzialności za nierówne traktowanie. Szczególnie trudno mi je przyjąć w miejscach określających się jako dog friendly.

Technicznie mam wybór, ale w praktyce przypominałoby to sytuację, w której osobie z wadą wzroku mówi się, że może przyjść bez okularów, soczewek czy pomocy innego rodzaju. Technicznie mogła przyjść bez nich, praktycznie już niekoniecznie. Sam fakt, że jest to technicznie możliwe, nie znaczy, że jest realnym rozwiązaniem.

W efekcie dochodzi do asymetrii prywatności i obciążenia epistemicznego: mam wyjaśniać, przekonywać i odpowiadać na pytania o moje zdrowie, często osobom, które pierwszy raz widzę na oczy i których imion nawet nie znam. Obciąża mnie konieczność ujawniania prywatnych informacji.

Dla mnie Amber pomaga podobnie jak sprzęt medyczny. Kiedy z powodu jej obecności ktoś traktuje mnie gorzej, odbieram to jako nierówne traktowanie, podobne do gorszego traktowania osoby korzystającej ze sprzętu medycznego. Niechęć kieruje się wobec psa, ale jej skutki ponoszę ja. Nie chcę za każdym razem opowiadać obcej osobie o swoim zdrowiu, żeby wyjaśniać, dlaczego Amber jest przy mnie.

Pamiętam jednak spotkania, które zaczynały się od niepewności, a kończyły ciekawością i sympatią. Na oddziale chirurgicznym i na SOR-ze obecność psa była dla części personelu nową sytuacją. Pojawiały się pytania i obawy. Kiedy jednak personel widział, że Amber spokojnie leży przy mnie, jest cicha i skupiona, napięcie opadało, a pojawiała się sympatia. Nieraz słyszałem od pracowników medycznych, że Amber słucha lepiej niż ich dzieci.

Jasna labradorka Amber w czarnych szelkach psa asystującego stoi na wykładzinie i opiera pysk o nogę siedzącego opiekuna. Pies spogląda w górę w kierunku osoby, której towarzyszy. Na szelkach widoczne są oznaczenia informujące o statusie psa asystującego. Zdjęcie przedstawia bliskość i kontakt Amber z opiekunem, podkreślając znaczenie współpracy oraz więzi między psem asystującym a osobą korzystającą z jego wsparcia.

Poznałem ośmioletnią dziewczynkę z Niemiec, której lęk przed psami był tak silny, że gdy widziała psa po drugiej stronie ulicy, nawet oddalonego o 50 metrów, krzyczała i płakała. Nie dało się wtedy iść dalej, trzeba było zawrócić. Przez kilkanaście minut dziewczynka obserwowała Amber. Widziała, jak ta reaguje na moje gesty, nawet te najmniejsze, słucha mnie, wpatruje się we mnie i nie zwraca na nią uwagi. Nie znaliśmy wspólnego języka, więc nie mogłem wyjaśnić dziewczynce, kim jest Amber. Mimo to sama dostrzegła różnicę: choć Amber ma uszy, ogon i sierść jak każdy pies, zachowuje się inaczej niż psy, których się bała. Z czasem dziewczynka poczuła się przy Amber bezpiecznie i mogła podejść do niej na odległość wyciągniętej ręki.

Takie doświadczenia pokazują mi, jak wiele może zmienić poznanie tego, jak funkcjonuje i zachowuje się pies asystujący. Dlatego systematycznie bierzemy udział w Żywej Bibliotece. Opowiadam tam o życiu z psem asystującym i odpowiadam na pytania, które ludzie nie zawsze mają komu zadać. To jeden ze sposobów, by zmniejszać niewiedzę i ułatwiać zrozumienie, że obecność Amber nie wynika z kaprysu, lecz jest częścią mojego funkcjonowania.

Kiedy słyszę, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, myślę, że to prawda. W odniesieniu do psów asystujących uważam jednak to określenie za niepełne. Tak jest w moim przypadku, w relacji z Amber. Jest przyjaciółką, wsparciem, a także niezależną istotą, która cieszy się zadaniami, odpoczywa, bawi się pluszakami i upomina o głaskanie. Nasza więź nie mieści się w jednej roli ani w jednym słowie.

Otwarte drewniane etui wyłożone czerwonym materiałem zawiera okrągły, ozdobny medal oraz metalową tabliczkę z dedykacją. Na tabliczce widnieje napis „Podziękowania dla Amber. Wyjątkowej asystentki doktora nauk psychologicznych Adriana Kabata”. Na medalu również umieszczono podziękowanie dla Amber. Zdjęcie dokumentuje wyróżnienie przyznane labradorce za jej rolę psa asystującego, podkreślając znaczenie jej codziennej pomocy oraz obecności w życiu zawodowym i akademickim opiekuna.


Wyszkolenie Amber możliwe było dzięki dofinansowaniu PFRON – Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu "Labrador dla Niepełnosprawnego 2022-2024”.