[Wolontariat] Basia i Nobu
O Fundacji dowiedziałam się zupełnie przez przypadek, przez stronę https://wolontariat.poznan.pl/. Szukałam możliwości pomocy w kierunku zwierząt. Kocham pieski w szczególności, więc idealnie się złożyło. Po znalezieniu kontaktu wysłałam zgłoszenie, potem udało się porozmawiać o szczegółach z Panią Ireną. Wpadłam także na Wystawę Psów w Poznaniu w 2025 roku i rozmawiałam z Iwoną (wolontariuszką, która akurat była na miejscu z Pepe). Później miałam rozmowę z Natalią i od słowa do słowa dowiedziałam się, że mogę dostać pieska. Szanse 10% stały się 100% i tak dostałam słodkiego, czarnego samca. Przed przekazaniem pieska przez Fundację musiałam wybrać imię. Pierwsze trudne zadanie. Jako że interesuję się japońską kulturą, to nadałam mu imię Nobu. Oznacza to zaufanie i lojalność, czyli to, czym ma obdarzyć osoba niewidoma psa przewodnika.

Decyzja o zostaniu wolontariuszem była dość “naturalna”. Miałam więcej wolnego czasu i pomyślałam, że mogę coś dobrego zrobić dla świata. Jak już wspominałam, kocham psy, choć wiadomo, że ta decyzja nie była łatwa. Miałam dużo wątpliwości, bo wiedziałam, że w pewnym momencie będziemy musieli się rozstać. Jednak od początku nastawiłam się na to, że w życiu zawsze coś dobiega końca, a piesek może przeżyć ze mną dobre chwile przed nauką i poważną funkcją w przyszłości. Chciałam mu dać najwięcej od siebie i dowiedzieć się, jaka jest rola psów przewodników/asystujących w życiu osób z niepełnosprawnością. Po wspólnych treningach i spotkaniu z osobą niewidomą upewniłam się, że to była bardzo dobra decyzja. Mój drobny wkład przyczynia się do realnej zmiany życia osoby niepełnosprawnej. Do tego wiedziałam, że zawsze mam możliwość dowiedzenia się, co u pieska i mogę spotkać się z osobą, która Nobu w ostateczności otrzyma.

Bycie wolontariuszem to duża odpowiedzialność, ale i radość, że mogę pomóc komuś w potrzebie. Dzięki wolontariatowi spotkałam wiele fantastycznych osób nie tylko z Fundacji, ale także osoby, które też mają psy w naszej okolicy. Krótkie rozmowy o zwierzakach, wymiana spostrzeżeń, czasem pozwolenie na zapoznanie się psiaków. Czasami nawet udawało się porozmawiać z nieznajomymi w komunikacji miejskiej i szerzyć wiedzę o psach przewodnikach. Dużo osób kojarzy labradory tylko z jasnym kolorem, a tu czarny Nobu zawsze starał się godnie reprezentować swoją rasę.
Podczas pierwszych wspólnych dni z Nobu oboje byliśmy zdenerwowani. Co teraz? Jak ogarnąć tę rzeczywistość? Wszystko było nowe. Nauka czystości, spania w miejscu przygotowanym dla pieska i mnóstwo pierwszych razów w życiu Nobu. Wychowanie młodego pieska, który jest bardzo żywy i kocha wszystko i wszystkich, było dla mnie wyzwaniem oraz sprawdzeniem mojego charakteru w każdym możliwym wymiarze. Każdy dzień był przygodą dla nas obojga, on się uczył (czasem pilnie, czasem mniej) posłuszeństwa, a ja cierpliwości. Ale jak tu być cały czas poważnym, gdy mordka pieska mówi: “Chodź się bawić, a nie jakieś poważne rzeczy będziemy robić”. Mogę przyznać nam obojgu złote medale ze przeżycie tych kilku miesięcy razem.

Każdy dzień to było coś nowego. Nobu nie dawał o sobie zapomnieć, ale każda spotkana osoba chwaliła go za spokój i opanowanie. Ale ja dobrze wiedziałam co to za charakterek. Najważniejsze dwa ważne momenty to możliwość zapoznania się Nobu z naszą suczką Heylą (rasa kangal, nie mieszka z nami w Poznaniu). Jeśli ktoś nie kojarzy rasy, to jest to pies, który broni zwierząt stadnych przed niedźwiedziami i wilkami. Bardzo terytorialny i całkiem sporych rozmiarów. Nobu przy niej to mały piesek, pomimo swoich 33 kg. Po 7 spotkaniach, gdzie zmniejszaliśmy dystans między psiakami, udało się jej Nobu zaakceptować. Jako że Heyla ma już 6 lat i więcej opanowania od Nobu, to każde spotkanie było dla niego nauką. A Heyla za to przypomniała sobie, jak to było za młodych lat i ganianie się było częstym elementem spotkań. Obserwowanie tych psiaków pozwoliło mi zauważyć i zrozumieć różnice w rasach i to, że Nobu jest bardzo odważny, co przyda mu się na dalszym etapie nauki. Drugim ważnym elementem był pokaz i wizyta na Pyrkonie. Oboje „przebraliśmy” się w stylu japońskim. Nobu był dostojnym samurajem. Zniósł bardzo dzielnie i ubiór i ogrom ludzi na wydarzeniu. Upewniłam się, że ma bardzo dobre zadatki na psa przewodnika.

Kocham go z całego serca i wiem, że poradzi sobie w przyszłości i stanie się ważnym członkiem rodziny dla osoby z niepełnosprawnością.
Nobu szkolony jest dzięki dofinansowaniu Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu "Labrador dla Niepełnosprawnego 2024-2027”.