[Wolontariat] Paulina, Wiktor i Aygo
Myśl o posiadaniu psa przewijała się w naszych głowach wielokrotnie. Oboje z narzeczonym kochamy psiaki, ale jednocześnie mamy pełną świadomość, jak dużym obowiązkiem jest pies. To decyzja, która realnie zmienia życie na długie lata.
O Fundacji Labrador dowiedziałam się od Natalii (która jest również moją instruktorką pole dance). Pewnego dnia na treningu opowiedziała, że ma obecnie w domu trzy psy z Fundacji, które jej mąż szkoli na psy przewodniki. Już wtedy wydało mi się to piękną inicjatywą, ale poza tym, że byłam pod ogromnym wrażeniem, mówiłam, że ja chyba nie potrafiłabym oddać psa, z którym żyłabym przez rok.
Minęło kilka miesięcy. Razem z narzeczonym Wiktorem wyprowadziliśmy się poza Poznań i myśl o psie wróciła — tym razem już całkiem na serio. Gdy Natalia powiedziała mi, że szuka wolontariusza, ponieważ poprzednia osoba złamała rękę, pomyślałam: „Czemu nie?”. Wiktor początkowo kategorycznie zaprotestował, obawiając się, że za bardzo się przywiążemy. Z czasem zaczęliśmy jednak patrzeć na to jako na świetną okazję, by sprawdzić, jak naprawdę żyje się z psem — z czym to się wiąże, jak pies wpasuje się w nasz styl życia, a przede wszystkim: by dołożyć swoją cegiełkę do tego wspaniałego przedsięwzięcia, jakim jest szkolenie psa, który w przyszłości pomoże osobie niewidomej. Gdy tylko Natalia pokazała mi zdjęcie Aygo, pierwszą myślą było: „Ale słodka foczka!”.

Zanim Aygo do nas trafiła, Natalia z mężem Emilem zabrali nas na spacer “na ślepo” z psem, którego Emil przygotowywał wówczas do egzaminu. Chcieli, abyśmy na własnej skórze poczuli sens i cel tego wszystkiego — jak ogromną pomocą jest pies przewodnik i z jakimi trudnościami na co dzień mierzą się osoby niewidome. Naprawdę było to niesamowite przeżycie, które tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że chcemy spróbować.
Kiedy Aygo do nas trafiła, miała pięć miesięcy, więc spanie w klatce kennelowej nie stanowiło już problemu. Największym wyzwaniem okazał się fakt, że w domu mamy dorosłego kocura. Przez pierwsze dni zwierzęta musiały być od siebie odizolowane, a na domiar złego w pokojach nie mieliśmy jeszcze drzwi. Stworzyliśmy więc prowizoryczną konstrukcję, która w starciu z psem radziła sobie… średnio. Aygo oczywiście od razu bardzo chciała wejść w interakcję z kotem, natomiast kot początkowo był przerażony. Z czasem spotkania stawały się coraz dłuższe, a cały proces oswajania trwał kilka tygodni. Dziś może nie są najlepszymi przyjaciółmi, ale potrafią spokojnie razem egzystować.

Nie da się ukryć, że życie ze szczeniakiem ma swoje wzloty i upadki. Mamy za sobą pogryzione bezprzewodowe słuchawki i okulary korekcyjne, oraz… zjedzoną blachę szarlotki w święta — tak, serio. Oprócz tego częste kradzieże jedzenia (ale nie tylko jedzenia) z blatu, gdy domownicy nie patrzą. Każda z tych sytuacji to śmiech przez łzy, ale ostatecznie spojrzenie tych niewinnych, a jednocześnie bardzo bystrych oczu, radość przy zabawie i codzienne towarzystwo wynagradzają to wszystko.

Obecnie Aygo ma dziewięć miesięcy. Regularnie staramy się wplatać treningi w naszą tygodniową rutynę i niesamowicie jest obserwować, jak z dnia na dzień dorasta i się zmienia. Za nami pierwsza cieczka i wiele treningów. Zanim Aygo trafi do trenera minie jeszcze trochę czasu, ale mamy wrażenie, że z tygodnia na tydzień pies się powoli zmienia. Wierzymy, że przy wsparciu profesjonalnego trenera Aygo stanie się wspaniałym psem asystującym i nieocenionym wsparciem w codziennym życiu.
Nam wolontariat na pewno odmienił życie — i polecamy go wszystkim, nawet tym, którzy mają obawy
Aygo szkolona jest dzięki dofinansowaniu PFRON – Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu "Labrador dla Niepełnosprawnego 2024-2027”.